Justin's POV:
Rosalie wyglądała naprawdę uroczo, kiedy spała.
Siedziałem na łóżku i przyglądałem się, jak jej klatka piersiowa lekko się unosi, po czym znów opada. Co jakiś czas mamrotała coś pod nosem, ale nie mogłem nic z tego zrozumieć. Dosłownie napawałem się jej wyglądem. Jej pięknymi włosami, które miałem ochotę dotknąć. Delikatne, zaróżowione policzki, które chciałem pogłaskać. Idealne, wydatne usta, których chętnie bym skosztował...
Martwiłem się o tego guza. Dałbym sobie głowę uciąć, że to właśnie przez niego zrobiło jej się tak niedobrze. Cholera, powinienem był zabrać ją do lekarza. Postanowiłem, że zrobię to, gdy Rose się obudzi, choćbym miał ją tam przytargać za włosy.
Położyłem się na jednej z dwóch poduszek, zachowując jednak sporą odległość od dziewczyny. Włożyłem ręce pod głowę i cicho westchnąłem. Zamknąłem oczy i wsłuchałem się w wyrównamy oddech Rosalie.
Po kilkunastu minutach bezczynnego leżenia usłyszałem jak drzwi od mojego pokoju się uchylają i staje w nich Drake.
- To ona nie musiała iść? - spytał, wskazując palcem na Rose. Zamknął za sobą drzwi i usiadł na fotelu.
- Musiała, ale jej nie pozwoliłem. Źle się poczuła.
- Jak to? Czemu?
- Eh... Zabrałem Rosalie do magazynu, w którym kiedyś mieliśmy strzelaninę z Bad Boys. Pamiętasz? Magazyn wybuchł, bo jakiś idiota strzelił do butli z gazem.
- Pamiętam, pamiętam. Ale po co ją tam do cholery zabierałeś? Przecież to ich miejscówa.
- Tak, wiem, że to ich teren, ale chuj mnie to obchodzi. No i.. kiedy mieliśmy wychodzić, uderzyli ją drzwiami w głowę...
- To stąd ten plaster? - uniósł jedną brew z pytającym wyrazem twarzy.
- Tak. I myślę, że zrobiło jej się tak źle, właśnie przez to. Bo wiesz, ta głowa nie wygląda najlepiej. - mruknąłem, spoglądając na fioletową plamę, wychodzącą spod plastra dziewczyny.
- Zaraz, a Collins tam był?
- Spinał dupę, jak nie wiem co, ale udało mi się opanować jego hormony. Aż go rwało do walki.
- Tak też myślałem.
- Czeka, aż go skopiemy. - uśmiechnąłem się z błyskiem w oczach.
- Zejdź potem na dół, to wspólnie coś dla niego zaplanujemy. - klasnął w dłonie.
Nagle Rosalie zmieniła pozycję: przeniosła się z pleców na jeden bok tak, że była teraz całym ciałem zwrócona ku mnie i jednocześnie zmniejszyła nieco odległość między nami.
- Wiesz, nie będę przeszkadzał. Tylko uważaj na siebie, Bieber. - szepnął, wstając z fotela.
- Spokojnie, przecież mnie nie zabije. - zaśmiałem się cicho.
- Nie o to mi chodzi. Dziewczyna to jedyna istota na świecie, która może cię zniszczyć. I to tak bardzo, że odbierze ci całą chęć do życia. I wcale nie żartuję. - i zatrzasnął za sobą drzwi.
Rosalie's POV:
Pierwsze, co poczułam po przebudzeniu to ogromny ból. Ucisk w głowie był nie do zniesienia. Skuliłam się w kłębek, a rękoma delikatnie rozmasowywałam okolice miejsca, w którym miałam guza. Nie zastanawiałam się nawet nad tym, gdzie jestem, dlaczego jest mi tak ciepło i przyjemnie, czy skąd dochodzi delikatny zapach męskich perfum.
- Rose, wszystko okej? - usłyszałam męski głos i poczułam dłoń na swoim lewym ramieniu.
Otworzyłam oczy i uniosłam głowę. Leżałam na łóżku w pokoju Justina, dokładnie okryta kocem. Chłopak siedział bardzo blisko mnie i przyglądał mi się ze zmartwieniem wymalowanym na twarzy. I w tym jednym momencie w mojej głowie narodziły się setki pytań.
- Co się stało? - spytałam spanikowana. Może to dziwnie zabrzmi, ale przez jeden moment przez głowę przemknęła mi myśl, że Justin mi czegoś dosypał i zgwałcił. Tak często bywa w filmach.
Jednak ta teoria szybko została odrzucona, bo Justin był wyraźnie zmartwiony i raczej nie byłby w stanie tego zrobić.
- Hej, spokojnie, skarbie. Zasnęłaś u mnie, bo zrobiło ci się niedobrze. Nie pamiętasz?
Zacisnęłam powieki i zmusiłam swój mózg do myślenia. No, i rzeczywiście, przypomniałam sobie, jak Juss położył mnie na łóżku i jak powiedział, że nie pójdę do domu, dopóki nie odpocznę.
- Ach, no tak...- powiedziałam zawstydzona. Było mi głupio za swoją wyobraźnie i za swoje absurdalne wymysły o gwałcie. Ale z drugiej strony wyobrażałam sobie Justina i mnie w tym łóżku...
Zadzwonił telefon. I nagle przypomniało mi się także, że już dawno temu miałam być w domu.
- O kurwa. - szepnęłam, spoglądając na wyświetlacz telefonu i wyświetlający się na nim numer.
- Daj go. - powiedział Justin wyciągając ku mnie rękę.
- Co? Po co? Co chcesz zrobić?
Chłopak jednak w milczeniu wyjął mi komórkę z rąk i odebrał połączenie.
- Halo? - Bieber przybrał niski ton głosu. Nadal zastanawiałam się, co Justin robi. - Jestem lekarzem i pańska córka miała niegroźny wypadek. Wychodząc z kawiarni uderzyła głową w słup i nabawiła się guza. Jednak została już wypisana i zaraz wyjdzie ze szpitala. Tak, już opatrzyliśmy ranę.
Rany, facet ma jaja.
rooozdział..booski..końcówka mnie rozśmieszyłą...tylko szkoda, że taki krótki...nie mogę doczekać się następnego...koocham <33 :* :*
OdpowiedzUsuńświetny! Cudowny! BOSKI! <3
OdpowiedzUsuńWspaniały!
OdpowiedzUsuńZapraszam do mnie : http://youaremydreamshawty.blogspot.com/
boski *.*
OdpowiedzUsuń